Truciciel psów grasuje na Kozinach
Co najmniej 10 psów śmiertelnie zatruło się nieznaną substancją toksyczną, którą ktoś rozrzuca na Kozinach w rejonie ulic Gandhiego, Pietrusińskiego, Okrzei, Drewnowskiej. Czworonogi w ciężkim stanie trafiły do lecznicy weterynaryjnej „Pod Koniem” przy ul. Kopernika, do przychodni przy ul. Lutomierskiej oraz pod prywatną opiekę weterynarzy mieszkających na tym osiedlu.- Od jakiegoś czasu na trawnikach w naszej okolicy pojawiają się większe kawałki mięsa, tak jakby ktoś celowo wabił psy — mówi Danuta Kośka, z cukierni przy ul. Okrzei.Pierwsi właściciele chorych psów zgłosili się do przychodni weterynaryjnej przy ul. Kopernika przed trzema tygodniami. Zwierzęta były w bardzo ciężkim stanie. Ich dolegliwości przypominały ciężką postać padaczki, a to oznacza, że trucizna atakowała głównie układ nerwowy. Żadnego nie udało się uratować, nie wykryto także jaką truciznę zjadły i w jakich okolicznościach.- To mógł być np. ogrodniczy środek owadobójczy lub przyspieszający wzrost roślin albo jeszcze coś innego — tłumaczy Adam Spociński, weterynarz z lecznicy „Pod Koniem”. — Takich trucizn są tysiące, a badanie toksykologiczne krwi to jak szukanie igły w stogu siana. Objawy choroby postępowały bardzo szybko. Nie było szans ratunku dla tych psów.Pojedyncze przypadki celowego trucia psów zdarzają się w całej Łodzi. W rejonie feralnych ulic tylko w ciągu jednego tygodnia padły cztery zwierzaki.- Opiekowałam się tymi psami i widziałam jak cierpiały przed śmiercią - powiedziała Katarzyna Pawlikowska, weterynarz z ul. Pietrusińskiego - Człowiek, który w ten sposób postępuje ze zwierzętami musi nie mieć serca.W rejonie ulic zagrożonych trucizną lekarze rozwiesili kilkanaście kartek z informacją o niebezpieczeństwie. Apelują w nich do właścicieli, by nie wyprowadzali psów bez smyczy i kagańca. Zwierzaki biegające po okolicy bez opieki mogą skończyć tak jak mały kundelek Felek.- Na spacery wychodził sam, zawsze był najedzony, ale jak to pies, pewnie coś mu ładnie zapachniało więc to zjadł - ze łzami w oczach mówi jego właścicielka Renata Ługowska. - Pewnego dnia dostał drgawek, nie miał siły jeść i chodzić. Trzy dni walczył o życie, ale lekarzom nie udało się go uratować. Ich diagnoza mówiła jednoznacznie o silnej, toksycznej substancji.
2076 |15827 |5618 |18729 |1553 |5447 |21710 |12095 |2495 |6041 |